Strona startowa Teksty Historia Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki
 
Strona startowa Teksty Historia Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki
06 | 09 | 2010
Menu Główne
Zasoby
Główne tematy
Adv. Mp3 Player

+ Pop-Up Player
Odwiedziny live
site statistics







Mądre sentencje dla wolnych obywateli

My, niżej podpisani, oświadczamy uroczyście, że nie wniesiemy dobrowolnie żadnych kwot należnych rządowi z tytułu podatku dochodowego. Niech rząd sięgnie do wszelkich środków, które sam uzna za legalne, my chętnie poniesiemy wszelkie następstwa. Zgodzimy się raczej, by rząd skonfiskował nasze ziemie, aniżeli mielibyśmy przez dobrowolne płacenie podatków przyczynić się do tego, aby rząd uznał naszą akcję za niesłuszną, a nasze poczucie godności własnej zostało narażone na szwank.

Mahatma Gandhi

Pogrzeb księdza Jerzego Popiełuszki PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
Wpisany przez Administrator   
Czwartek, 29 Lipiec 2010 22:40
AddThis Social Bookmark Button

Taka była Polska

Recogito, październik-grudzień 2004 r.

Chłodny i spowity mgłą jest ten smutny poranek trzeciego listopada. Jadę „dwudziestką siódemką” w kierunku warszawskiego Żoliborza. Dzień jak każdy inny. Ludzie gdzieś się spieszą, choć jest to wolna sobota. Każdy na dziś zostawił załatwienie tych spraw, które nie dały się załatwić w ciągu tygodnia. Warszawa taka sama jak zwykle: szara, umęczona, znużona. Dzwonią tramwaje, huczą autobusy, stary pijak skądś wraca czy dokądś idzie, pucułowate babcie rozkładają się ze swymi kwiatami i marchewką.
Żoliborz jest dziś inny. Na ulicach stoją patrole milicji drogowej, a w niektórych oknach wiszą narodowe sztandary przepasane kirem. Plac Komuny Paryskiej; skręt w prawo i widzę już strzeliste wieże żoliborskiego kościoła, otoczonego wieńcem kwiatów, zniczy i haseł, które pan Urban określiłby niechybnie jako „nie licujące z godnością miejsca i powagą chwili”.
Plac przykościelny. Kręcą się tu różni ludzie o twarzach ponurych i skupionych. Docieram przed fronton kościoła i klękam przed biało-czerwonym katafalkiem. Trumna z ciałem księdza Jerzego, przykryta z przodu pięknie wyszywanym sztandarem „Solidarności” z warszawskiej Huty. Na trumnie kielich z pateną i stuła. Ludzi przybywa z każdą chwilą, jest ich coraz więcej i więcej. Śpiewają, modlą się, płaczą. Wstaję z klęczek i obserwuję plac, ludzi z rożnych komitetów, z wieloma kłopotami na głowie. Ksiądz czuwający przy mikrofonach ogłasza przybycie przedstawicieli państwa, Sejmu i Miasta Stołecznego Warszawy. Cisza. Gdy w kilkanaście sekund później mówi o przedstawicielach placówek dyplomatycznych krajów zachodnich, zrywa się burza oklasków po wymienieniu przedstawiciela Stanów Zjednoczonych Ameryki. Owacje towarzyszą przybyciu Komitetu Krajowego „Solidarności”, dzwony i oklaski witają Prymasa Polski i biskupów. Gdy rozpoczynają się uroczystości żałobne, Żoliborz liczy o kilkaset tysięcy ludzi więcej niż zwykle.
„Nie tylko lud Warszawy, ale cała Polska przez swoich przedstawicieli gromadzi się dzisiaj przed tą świątynią, by pożegnać na drogę wieczności kapłana – śp. ks. Jerzego Popiełuszko, który swoje kapłańskie życie poświęcił służbie Bogu i Ojczyźnie. Gromadzimy się wstrząśnięci jego tragiczną i okrutną śmiercią, zbrodnią dokonaną na nim, a jednocześnie świadomi i wdzięczni Jemu i Bogu za to dobro, jakiego dokonał w swoim życiu...”
Wiem, że ksiądz Jerzy nie żyje, ale za każdym razem, gdy o tym słyszę, prawda ta dociera do mnie na nowo. Więc jednak. Jest cos tragicznego i okrutnego w tej śmierci, w tym mordzie, który położył się cieniem na naszej współczesności, przysłonił wszystkie dotychczasowe bóle i cierpienia, i na nowo jeszcze ostrzej i bardziej wyraziście uprzytomnił nam, gdzie żyjemy.

 


Zbrodnia dokonana na kapłanie. Różnie mówi się o kapłanie katolickim w Polsce. Dla jednych jest on ucieleśnieniem wszystkich wartości, którymi człowiek jest przyporządkowany i do których jest powołany, jest znakiem sprzeciwu i znakiem nadziei. Przede wszystkim zaś, jest znakiem, a może lepiej przedstawicielem Boga kochającego i zbawiającego. Wielu teologów mówi o nim, jak o każdym kapłanie – 
alter Christus.Inni akceptują go doraźnie, chcą widzieć w nim przywódcę grup politycznych, które potykają się z ateizmem wojującym z pozycji czysto politycznych. Wielu widzi w nim obłudnika i dusigrosza. Może nie bezpodstawnie. Kapłan katolicki w Polsce jest bardzo swojski, bardzo ludzki, taki dobroduszny proboszcz, który się modli, czasem krzyczy i zawsze wierzy w miłosierdzie Boże. I zwykle jest patriotą. Gdy patrzyłem na trumnę zabitego kapłana widziałem w niej dosłownie tłumaczoną na język życia definicję kapłaństwa nabytą na wykładach teologii: „Ofiara składana z siebie za innych”. Ksiądz Jerzy stanął na stosie ofiarnym, jako ofiara z siebie za innych. Nie ma sensu doszukiwanie się w tych słowach patosu, czy taniej frazeologii. To jest po prostu prawdziwe kapłaństwo. I jeśli te słowa wydają się wielkie, to tylko dlatego, że to, co wyrażają jest wielkie, że kapłaństwo Jezusa Chrystusa jest wielkie, że człowieczeństwo jest wielkie, że to człowieczeństwo złączone z kapłaństwem jest potęgą daną nam, słabym ludziom, ku obronie, ku wyzwoleniu, ku zbawieniu.
„Stajemy przed trumną zamordowanego kapłana Jerzego Popiełuszki” – mocny i wyrazisty głos Prymasa skupia na sobie uwagę zebranych. „.... jego kapłańską duszę oddajemy na wieczną komunię z Jezusem Chrystusem w uczcie niebieskiej”. Prymas mówi o kapłanie, który, „w chwilach napięć odwracał od robotników nienawiść, mówił o miłości, o prawdzie, o sprawiedliwości, o sumieniu; wielu z nich nawrócił do Boga”. Kaznodzieja wysnuwa z liturgii pogrzebu niektóre myśli, które rozważa szerzej wobec uczestników i świadków „historycznego pogrzebu”: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga”. „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie”; „Chrystus ujmuje się za swoimi i chce, aby oni byli tam, gdzie On”; „Być w ręku Boga, to znaczy być w Źródle życia”. Głębokie, pełne treści słowa zapadają w serca. „Jego życie pracowite i ofiarne zostało przedwcześnie w okrutny sposób przerwane na ziemi.... Wierzymy, że ofiara młodego księdza Jerzego jest ostatnią ofiarą na polskiej ziemi, że już nikt w naszej Ojczyźnie nie targnie się na życie drugiego człowieka tylko dlatego, że nie podoba mu się głoszona przez niego nauka”.
A cóż z owym „upolitycznieniem” nauk księdza Jerzego? Prymas odpowiada: „Miłość Ojczyzny, jako forma miłości bliźniego i życia „nie dla siebie” nie może być tylko abstrakcją, ale znajduje formy społecznego zaangażowania. Ksiądz Popiełuszko kochał Ojczyznę wielką miłością...”
„Niechby Polacy różnych kręgów społecznych nie musieli spotykać się zapłakani nad trumną kapłana-męczennika, ale za stołem dialogu, ku wyzwoleniu dążeń, ku pokojowi”. Oklaski. Potem głos Prymasa załamuje się. Zapada przejmująca i wymowna cisza... Jeszcze parę razy w trakcie homilii zadrży głos kaznodziei. „Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną, aby widzieli Moją chwałę”.
Piękną, pełną chrześcijańskich treści homilię kończą słowa: Odpuszczamy wszystkim winowajcom, którzy na rozkaz, lub z przekonania zadali bliźnim krzywdy, odpuszczamy zabójcom księdza Popiełuszki. Nie mamy do nikogo nienawiści, a jedynie prosimy, aby Bóg przyjął niewinne ofiary przemocy, aby przyjął czystość naszego serca, ku takiej sprawiedliwości, która oczyści społeczeństwo z wszelkiego bezprawia w umiłowanej Ojczyźnie”.
Modlitwa powszechna za Kościół, Ojca Świętego, Ojczyznę, Solidarność, Naród.
Ofiarowanie. Cóż ma Polska do ofiarowania Bogu? Cóż jeszcze ma złożyć na ołtarzu? Oto składa piękny owoc. Ciało męczennika, który chciał zło dobrem zwyciężać i stał się kolejną ofiarą polskiego poświęcenia dla braci, poświęcenia, które wyrasta wprost z Ewangelii i czystym, jasnym strumieniem płynie poprzez nasze narodowe dzieje.
„Dzieje narodu są dziejami ludzi, a dzieje każdego człowieka toczą się w Jezusie Chrystusie, w Nim stają się dziejami zbawienia”. Oto są dzieje poszczególnych ludzi: robotnika z Warszawy, Bytomia i Gdyni, aktora warszawskiej sceny, lekarza potępiającego zabijanie nienarodzonych, matki wystającej w kolejce, rolnika, który musi wracać do kosy, sierpa i starego radła, dziecka, które z przerażeniem wsłuchuje się w odgłosy dochodzące z przedpokoju, bo akurat ojciec-alkoholik wrócił. I wszyscy oni tu są. Modlą się, aby sklepy monopolowe zaświeciły pustkami, a gorzelnie stały się nierentowne, aby szarlatanów przestano uważać za lekarzy, aby narodowa kultura – cała i bez ograniczeń – mogła kwitnąć i rozwijać się na deskach teatrów, w wolnym słowie pisanym i mówionym przez umysł niezniewolony, aby praca nie zezwierzęcała, ale czyniła człowieka w pełni człowiekiem, aby milion nałogowych alkoholików stał się milionem świętych, aby dzieje narodu stały się dziejami zbawienia, a nie dziejami zatracenia. To modli się Polska, ta prawdziwa, ta zmęczona i udręczona do granic wytrzymałości, a jeszcze próbująca poderwać się do lotu, wbrew tym, przez których instynkt samozachowawczy Narodu jest, jak powiedział Prymas, „dziwnie tłumiony”. To ta Polska, która chce zajaśnieć cnotami, zrzucić kajdany grzechu i wewnętrznego bezprawia. „Dzieje narodu są dziejami ludzi”. Są również dziejami tego młodego kapłana, tak podobnymi do dziejów tysięcy konfratrów, a już zakończonymi w swym doczesnym wymiarze. Zakończonymi jednak pozornie, bo teraz święty kapłan woła głosem wielkim, z drugiej strony wieczności przemawia całym sobą i będzie przemawiał poprzez dalsze dzieje, jako jeszcze jeden przykład, że ideologia nienawiści nigdy nie zapuści korzeni w polskiej glebie i jej nie zachwaści. 
Przeistoczenie. Jego kapłańskie ręce już nigdy nie podniosą kielicha i pateny, jego usta już nigdy nie posłużą Panu do przemiany chleba w Ciało i wina w krew. On jest już w „wiecznej komunii, w uczcie niebieskiej”. On jest już zakonsekrowany i ofiarą z siebie umacnia swoich braci, którzy pozostali sami na ziemskim padole. 
Gdy w dalekich krajach po podobnym morderstwie leje się krew i giną ludzie, na warszawskim bruku rozlegają się słowa: „odpuszczamy naszym winowajcom”.
A potem te przejmujące pożegnania: inżyniera inżyniera z Huty: „Jerzy – bracie”, lekarza, pielęgniarki; a gdy w imieniu artystów mówi Andrzej Szczepkowski, w ciszy jaka zaległa słychać tylko pochlipywanie. Padają słowa o Kainie na naszej polskiej ziemi, pozbawionym wszelkich ludzkich uczuć i polskiej wyobraźni, słowa radości z faktu, że „już nikt cię nie ukrzywdzi”. Te słowa o radości nie przesłaniają jednak bólu i żalu wypływającego z mówiącego człowieka.
Pan Lech Wałęsa. Nie ugniemy się fali przemocy, prawdą na kłamstwo i dobrem na zło będziemy odpowiadali. Polska, która ma takich kapłanów i lud wierny, solidarny nie zginęła i nie zginie. „Spoczywaj w pokoju! «Solidarność» żyje, bo ty oddałeś za nią życie!” Parokrotne owacje zebranych. A Solidarność żyje. Widać to gołym okiem i tylko ślepiec może tego nie zauważyć. Dziesiątki haseł, sztandarów i zgodne „Ojczyznę wolną racz nam wrócić. Panie” świadczą nadto dobrze również o odczuciach społeczeństwa w dziedzinie politycznej.
Kondukt pogrzebowy, Matka i ojciec kapłana-męczennika, najbliższa rodzina i Komisja Krajowa przechodzą wokół kościoła wraz z trumną niesioną przez górników i hutników. A potem ziarno wpadło w ziemię...
Trudno przewidzieć, jakie następstwa miał będzie ten fakt historyczny dla Polski. Śmierć księdza Jerzego to prawdziwe moralne trzęsienie ziemi. Czy zawalą się wieżyce zła, czy zacznie wreszcie płynąć szerokim strumieniem fala ze zdrojów dobra? Naiwnością byłoby spodziewać się natychmiastowego odwrócenia sytuacji, jedno wszakże jest pewne: Bóg pisze na dziejach człowieka swoim palcem i nie jest to pisanie na wodzie.
Zło stoi na straconych pozycjach, cokolwiek by się stało, jakiekolwiek „zwycięstwo” przypadło by mu w udziale, choćby było największe, to i tak kiedyś zatrwoży je dźwięk trąb przedniej straży nadchodzącego Sędziego dziejów. A póki co, będzie kąsało; gdzie wyzwolą się pokłady dobra, tam z tym większą siłą wystąpią następcy synów zatracenia. Im większe pragnienie dobra, tym większe nasilenie zła. Może dlatego akurat w Polsce tyle zamętu i ciągłego zmagania. Może dlatego, że nie ma tu rezygnacji i rozpaczy, ale zdecydowanie i nadzieja. Bo zło można zwyciężać – dobrem stosowanym konsekwentnie, aż do tego stopnia, by na śmierć człowieka dobrego nie odpowiedzieć pomstą. W ten sposób zło traci kolejne pozycje strategiczne, choć w swej programowej ślepocie niczego nie chce zauważyć i zdarzyć się może, zdarzyć się musi, że kiedyś pod naporem faktów będzie musiało przyznać, że spada w bezdenną otchłań własnej niemocy. [...]

Franciszek GOMUŁCZAK SAC

 

Ks. Franciszek Gomułczak, pallotyn, ojciec duchowny i wykładowca Wyższego Seminarium Duchownego we Lwowie. Urodził się w 1957 roku w Dobkowicach koło Przemyśla. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego w Ołtarzewie koło Warszawy i Katolicki Uniwersytet Lubelski. Studiował teologię i historię. Pełnił urząd mistrza nowicjatu w Ząbkowicach Śląskich, pracował na parafiach w Sarnach i Żytomierzu. Od wielu lat przebywa na Ukrainie. Prezentowany tekst pochodzi z „Naszego Prądu” – 11/1984, s. 37-40.

źródło

Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch:
:(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo::huh::whistle:;):s
:!::?::idea::arrow:
 
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.25 Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

Zmieniony: Czwartek, 29 Lipiec 2010 23:54
 
Tłumacz

Translation

Wesprzyj obnie.info

Serwis Obywatelskie nieposłuszeństwo (zał. 1999 r.) dziękuje za wsparcie. Wpłaty pomogą w ochronie prawnej serwisu i bezpieczeństwie informatycznym.
Z niepoprawni.pl
Niepoprawni: Bloggerzy dla bloggerów.
RSS przyklejonych plus na stronie głównej.